tvnpix
Foto: FLASHBYDGOSZCZ

"Granica człowieczeństwa". Milczący protest w Bydgoszczy

W Bydgoszczy odbył się milczący protest pod hasłem "Granica człowieczeństwa". Zorganizował go Strajk Kobiet w związku sytuacją migrantów na granicy polsko-białoruskiej. - Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy chcemy żyć, szukamy lepszego życia dla siebie, dla swoich bliskich, oczywiście, że to jest sprawa nas wszystkich - mówiła Beata Lenc-Studniarska, jedna z inicjatorek protestu. Zdjęcia z protestu otrzymaliśmy na Kontakt 24.

Protestujący mieli ze sobą transparenty, na których widniały hasła: "Stan wyjątkowego bezprawia", "Stop torturom na granicy" czy "Człowiek człowiekowi granicą".

- Ludzie, którzy umierają na granicy, dzieci, osoby starsze, są w potrzasku. Nie mogą wrócić, zostali oszukani przez zorganizowane grupy przestępcze, które handlują ludźmi, które zachęcają do przyjazdu na Białoruś, potem są pchani na granicę i okazuje się, że ani nie mogą wrócić, ani nie mogą przekroczyć granicy Unii (Europejskiej - red.), to są ludzie oszukani - mówiła Lenc-Studniarska.

- Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy chcemy żyć, szukamy lepszego życia dla siebie, dla swoich bliskich, oczywiście, że to jest sprawa nas wszystkich. W przyszłości możemy znaleźć się w podobnej sytuacji -  podkreśliła.

"Tam jest dramat, tam umierają ludzie"

O powodach zwołania protestu mówiła także Małgorzata Mazurkiewicz, również jedna z jego organizatorek. - Jesteśmy tutaj dlatego, by uświadomić ludzi, co naprawdę dzieje się na granicy polsko-białoruskiej. Tam jest dramat, tam umierają ludzie i to nie są tylko mężczyźni, tak jak myśli wielu, tam są rodziny z dziećmi, tam są ludzie starsi - zwracała uwagę.

- Te historie, które słyszymy, które do nas docierają, łamią nam serce. Na odległość nie możemy dużo zrobić, nie możemy tam jechać, ponieważ nie mamy wstępu do strefy stanu wyjątkowego. Możemy prowadzić zbiórki i robić to, co robimy właśnie teraz - stać, milczeć, tak jak ludzie w lesie muszą milczeć, ponieważ nie chcą być usłyszeni, znalezieni, bo to grozi tym, że będą ponownie przerzuceni przez granicę - mówiła dalej.

- Nie możemy zgodzić się na cierpienie. Życie nie jest nielegalne, pomaganie nie jest nielegalne. Nielegalne jest to, że ludzie cierpią bez pomocy - mówiła inna z uczestniczka.

Stan wyjątkowy

Od 2 września na pasie przygranicznym obowiązuje stan wyjątkowy. Nie mają tam wstępu między innymi dziennikarze i aktywiści z organizacji pozarządowych. Wszystkie dostępne informacje pochodzą od Straży Granicznej i przedstawicieli władzy.

Stan wyjątkowy, początkowo wprowadzony na 30 dni, został przedłużony od 1 października o następne 60 dni. Według rządzących kryzys migracyjny na granicy jest spowodowany przez reżim Alaksandra Łukaszenki. Działania Białorusi nazywają "wojną hybrydową wobec Polski".

Czytaj też na portalu tvn24.pl.

Autor: mjz Źródło: tvn24.pl/Kontakt 24