tvnpix
To był rok Reporterów 24

Od Was dla Was. Rok 2017 w Kontakcie 24

Tysiące nagrań z całej Polski i z zagranicy, czasem dramatycznych, ale też zabawnych, przesłaliście na Kontakt 24. Dzięki tym informacjom mogliśmy być niemal wszędzie. I to dzięki Wam, wiele materiałów mogliśmy pokazać jako pierwsi i jedyni w Polsce. Dziękujemy, że jesteście z nami!

 

Zobaczcie nagranie, które przygotowaliśmy specjalnie dla Was:

Rok 2017 w Kontakcie 24
Rok 2017 w Kontakcie 24 Źródło: Kontakt 24

WASZE MATERIAŁY BARDZO CZĘSTO POJAWIAŁY SIĘ NA ANTENACH TVN24, TVN24 BIS ORAZ W PORTALU TVN24.PL. OTO WYBRANE WYDARZENIA Z 2017 ROKU:

Wypadek kolumny przewożącej Beatę Szydło

10 lutego w Oświęcimiu doszło do wypadku z udziałem Beaty Szydło. Rządowy pojazd, którym przemieszczała się premier, zderzył się z seicento, po czym uderzył w drzewo. W wypadku ranna została szefowa rządu oraz dwaj funkcjonariusze BOR - kierowca i szef ochrony premier.

- Według relacji świadków, kierowca zobaczył w lusterku wstecznym same koguty, ale nie słyszał sygnału dźwiękowego, więc zwolnił, zjechał lekko na prawo, żeby przepuścić samochód na sygnałach. W oddali nie widział innych samochodów, więc zaczął wykonywać manewr skrętu w lewo. Wtedy pojawiły się dwa inne auta kolumny rządowej i jeden z nich lekko otarł jego samochód, po czym uderzył w drzewo - przytaczał słowa krewnego kierowcy reporter TVN24 Jerzy Korczyński.

Na Kontakt 24 otrzymaliśmy także dwa nagrania dokumentujące przejazd rządowej kolumny w dniu wypadku. Jeden z filmów zarejestrowano około 500 metrów przed miejscem zdarzenia, drugi - około 90 metrów. Na nagraniu widać także, że odległość pomiędzy pierwszym pojazdem z kolumny a limuzyną szefowej rządu wynosi około 20 metrów.

14 lutego prokuratorski zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku usłyszał kierowca fiata Sebastian K. Kierowca nie przyznał się do winy. Pod koniec roku do krakowskiej Prokuratury Okręgowej trafiła opinia biegłych z zakresu badania wypadków drogowych ws. rekonstrukcji zdarzenia. Treści opinii nie ujawniono.

Nagranie z wypadku radiowozu eskortującego szefa NATO

To kolejne nagranie, które dzięki Wam, mogliśmy pokazać jako pierwsi i jedyni w Polsce. 24 sierpnia radiowóz eskortujący kolumnę z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem zderzył się z samochodem dostawczym.

I dokładnie ten moment zarejestrowała kamera umieszczona w aucie Reportera 24. Świadkiem zdarzenia był także pan Tomasz. - Był jak najbardziej dźwięk, (radiowóz - red. ) był oświetlony. Jechał pierwszy przed kolumną - mówił na antenie TVN24.

I opisywał, że to "radiowóz uderzył w samochód dostawczy", odbił się od niego, uderzył w starszą kobietę i się zatrzymał. - Cała szyba była roztrzaskana - relacjonował mężczyzna. - Później widziałem, że te wszystkie samochody kolumny BOR-u stały już pod wiaduktem - dodawał.

Jego zdaniem, na skrzyżowanie "policjant wjechał na 100 procent na czerwonym świetle". Ranne zostały cztery osoby, w tym dwóch policjantów oraz około 70-letnia piesza.

 

"Wolności oddać nie umiem", "nie ma wakacji od demokracji". Apel o weto z kraju i ze świata

 

W lipcu tysiące osób wyszły na ulice, by pokazać swój sprzeciw wobec zmian w sądownictwie proponowanych przez Prawo i Sprawiedliwość. Przez kilka dni protestowano w wielu miastach Polski, a także za granicą – między innymi w Libanie, Hiszpanii, Chorwacji, USA, Niemczech, Danii czy Irlandii.

Były świece, biało-czerwone flagi. Śpiewano hymn Polski i Unii Europejskiej, a także kultowy utwór Chłopców z Placu Broni „Kocham wolność”. Protestujący nieśli ze sobą także transparenty "3xveto", "łapy precz od demokracji", "konstytucja to My!", "wolność, freedom".

"Windsurferzy nie mają wakacji od demokracji" – tak pisaliście prosto z chorwackiej plaży. Były też zdjęcia osób, które z własnych ciał utworzyły napis "veto".

Podczas protestów w Warszawie - na Placu Trzech Krzyży - tir wjechał między manifestujących. - Na początku była chwila niepewności i zdziwienia. Zastanawialiśmy się, co on tu robi - mówił Bartosz, jeden z uczestników.

Drugi z uczestników Sławek dodawał, że gdy kierowca dojechał do skrzyżowania z ulicą Piękną, zatrzymał się pomiędzy ludźmi, wychylił z okienka i zaczął skandować razem z tłumem "Wolność, równość, demokracja". - Kierowca ciężarówki był bardzo zadowolony. Trąbił i machał do protestujących - opowiadał.

Samochód był także przystrojony we flagi. Kierowca używał klaksonu w rytm skandowania zgromadzonych.

Demonstracje przyniosły skutek. Prezydent Andrzej Duda zawetował ustawy o Sądzie Najwyższym oraz Krajowej Radzie Sądownictwa.

 

"Zawracajcie, tam ktoś krwawi!", "wybuchła panika". Ataki w Londynie, Barcelonie, Sztokholmie, Manchesterze

 

- Helikoptery zaczęły krążyć, było mnóstwo policji. Widziałem ludzi leżących na drodze - relacjonował pan Remigiusz, który 22 marca był niedaleko miejsca ataku na Moście Westminsterskim w Londynie.

Tam mężczyzna taranował ludzi samochodem, a następnie zaatakował policjanta nożem i został postrzelony. W zamachu zginęło pięć osób - w tym napastnik.

- Krzyk był przerażający. Było słychać też ogromny huk, jakby część budynku się zawaliła - opowiadała pani Marzena. Na początku kwietnia na ulicy handlowej Drottninggatan w Sztokholmie kierowca ciężarówki wjechał w tłum ludzi, a potem w dom towarowy. - Na ulicy leżeli ludzie. Wszystko było poprzewracane - dodawała kobieta. W ataku zginęły cztery osoby, a 15 zostało rannych.

22 osoby zginęły, a 119 zostało rannych w ataku w Manchesterze. Tam wybuchła bomba podłożona przez terrorystę samobójcę. Do zdarzenia doszło po koncercie amerykańskiej piosenkarki Ariany Grande w mieszczącej 21 tysięcy osób hali widowiskowo-sportowej Manchester Arena.

Z kolei na początku czerwca zamachowcy wjechali samochodem w pieszych na moście London Bridge, a następnie zaatakowali nożami ludzi w pobliżu Borough Market. Na Kontakt 24 otrzymaliśmy nagranie, na którym widać ludzi biegnących od strony London Bridge. Jeden z mężczyzn woła o pomoc. Po chwili widać białego vana, którym terroryści wjechali w tłum ludzi.- Co tam się stało? - pyta się jedna z osób. - Tam ktoś krwawi - odpowiada druga. Zginęło siedem osób, a 48 zostało rannych.

W sierpniu doszło do dwóch ataków w Hiszpanii. Pierwszy miał miejsce w pobliżu najpopularniejszej ulicy La Rambla i Placu Katalońskiego. Tam rozpędzona furgonetka staranowała ludzi. Kilka godzin później doszło do drugiego zamachu w katalońskiej miejscowości Cambrils. Napastnicy, podobnie jak w Barcelonie, wjechali rozpędzonym samochodem w grupę ludzi. Pojazd przewrócił się, a kiedy mężczyźni wydostali się z niego, zostali zabici przez policję. W wyniku ataków zginęło 14 osób, ponad 100 osób zostało rannych.

Hołd ofiarom oddali mieszkańcy i turyści. Na miejsce tragedii przynosili kwiaty, znicze, a nawet pluszaki.

Pod koniec listopada poinformowaliście nas o panice, która wybuchła na Oxford Street w Londynie. Z okazji wielkich wyprzedaży (Black Friday), "ulica była zatłoczona tysiącami mieszkańców i turystów".

- Byłam w sklepie, kiedy ludzie nagle zaczęli biec w różnych kierunkach nie wiedząc co się dzieje. Poczułam olbrzymi strach. Myślałam, że to atak terrorystyczny. Najgorsza była niewiedza, bo nie wiadomo było, co tak naprawdę się stało - powiedziała w rozmowie z nami pani Karolina. - Ludzie się tratowali próbując wybiec ze stacji metra Oxford Circus - dodawał pan Piotr.

 

"Panika i płacz", "mnóstwo ludzi szukało swoich bliskich". Ofiary i ranni płonącego wieżowca w Londynie

14 czerwca w ogniu stanął 24-piętrowy wieżowiec Grenfell Tower w Londynie. Akcję gaśniczą obserwowali mieszkający w brytyjskim mieście Polacy. Jak relacjonowała Edyta, "wybuchła panika, widziała wiele płaczących osób". - Mnóstwo ludzi szukało swoich bliskich z wieżowca - opisywała.

Przyczyną pożaru okazała się uszkodzona lodówka w jednym z mieszkań. Z kolei testy wykazały, że  izolacje i materiały użyte na elewacji wieżowca nie odpowiadały normom.

Bilans okazał się tragiczny. Nie przeżył nikt spośród lokatorów z 23 ze 129 mieszkań, jakie były w Grenfell Tower, w sumie to 80 osób. Według londyńskiej policja, minie wiele miesięcy, zanim znany będzie ostateczny bilans ofiar śmiertelnych.

Reporterzy 24 informowali nas także o szalejących pożarach na południu Francji, na Bałkanach, we Włoszech, Hiszpanii, czy Chorwacji.

 

"Obudził nas huk", "budynek runął, jakby był z kartonu". Katastrofa budowlana w Świebodzicach

 

To było 8 kwietnia rano. W jednej chwili - jak relacjonowali świadkowie - trzykondygnacyjna kamienica przy ul. Krasickiego 28 w centrum Świebodzic runęła jak domek z kart.

-  Ta kamienica złożyła się jak domek z kart. Człowiek myśli, że taki budynek nie jest w stanie tak się rozpaść, a runął, jakby był z kartonu - relacjonowała w rozmowie z Kontaktem 24 mieszkanka Świebodzic.

Spod gruzów wydobyto sześć ciał. Wśród ofiar śmiertelnych było dwoje dzieci w wieku szkolnym. Cztery osoby trafiły do szpitali. Zaraz po tragedii w Świebodzicach ogłoszono trzydniową żałobę.

Na Kontakt 24 otrzymywaliśmy zdjęcia i filmy, na których było widać akcję ratunkową i zawalony budynek. Na jednym z nagrań widać także mężczyznę opuszczającego gruzowisko o własnych siłach.

Pod koniec grudnia Prokuratura Okręgowa w Świdnicy poinformowała, że przyczyną katastrofy był wybuch gazu w mieszkaniu na pierwszym piętrze.

 

"Zobaczyłem odpadające części". Polak na pokładzie samolotu, w którym wybuchł silnik

- To był chyba najstraszniejszy moment, kiedy przez kilkanaście sekund zaczęliśmy tracić wysokość - relacjonował pan Grzegorz, pasażer samolotu Air France, w którym 30 września podczas rejsu z Paryża do Los Angeles wybuchł silnik. Na pokładzie Airbusa A380 było 496 pasażerów.

- Pilot poinformował nas, że mamy awarię i zaraz powie więcej. Słychać było, że jest zdenerwowany - mówił mężczyzna.

Maszyna wylądowała awaryjnie na lotnisku Goose Bay w Kanadzie, które jest najbliższym portem lotniczym dla samolotów lecących z Europy. - Samo lądowanie było łagodne i spokojne, a kiedy się udało, pasażerowie bili brawa, wiwatowali, śmiali się i płakali - relacjonował Reporter 24.

Airbus A380 to jeden z największych samolotów pasażerskich na świecie. Z informacji uzyskanych przez agencję Associated Press wnika, że samolot obsługujący feralny rejs był użytkowany od siedmiu lat.

 

"Bohaterska dróżniczka", sekundy przed mknącym pociągiem, pędząca lokomotywa bez maszynisty

Wiele informacji, które od Was otrzymaliśmy, mroziło krew w żyłach. Na nagraniu z Rzeszowa widać ciężarówkę, która przejechała przez tory tuż przed pociągiem. - Ułamki sekundy dzieliły pasażerów i personel pociągu od tragedii. Kierowca po prostu ustawił na torach barykadę z wielkiej naczepy - ocenił Mirosław Siemieniec z PKP PLK.

W Dąbrówce Zabłotniej na Mazowszu szlaban opadł na autobus przewożący dzieci, bo kierowca - mimo czerwonego światła - stanął za sygnalizacją świetlną. Jak dowiedziały się "Fakty" TVN, kierowca autobusu został dyscyplinarnie zwolniony z pracy.

Z kolei w Mielcu na Podkarpaciu to betoniarka utknęła na przejeździe. Chwilę później zaczęły opadać szlabany. Mężczyzna szybko wysiadł z kabiny, wyłamał jeden ze szlabanów i wycofał auto z przejazdu.

W Jędrzejowie (Świętokrzyskie) zawiodły rogatki. Na szczęście Reporterka 24 zwolniła przed przejazdem. - Przede mną jechał sąsiad. Nagle z mgły wyłonił się pociąg, a rogatki były podniesione. Cudem przeżyliśmy - relacjonowała Barbara.

W okolicach Zielonej Góry lokomotywa pędziła bez maszynisty. Wcześniej "uciekła" od wykolejonego pociągu, który zahaczył o koparkę. - Lokomotywę udało się ustawić na tory. W tym momencie, kiedy stanęła już na torach, samoistnie ruszyła bez obsługi w środku. Zaczęła jechać w stronę Nowej Soli - mówili policjanci.

Zatrzymała się dwa kilometry przed Nową Solą. Przejechała 15 kilometrów.

Pod Samborowem (Warmińsko-Mazurskie) pociąg Przewozów Regionalnych uderzył w betonowe elementy, które spadły z remontowanego wiaduktu.

- Siedziałam w pierwszym wagonie. W pewnym momencie wybiegł konduktor i zaczął krzyczeć, żeby uciekać do tyłu. Podbiegłam kawałek. Usłyszałam ogromny huk - mówiła nam Martyna. I dodała, że maszynista zaczął bardzo mocno hamować. - Coś runęło i my w to mocno uderzyliśmy - opowiadała kobieta.

Ale było też wiele pozytywnych momentów. Chociażby ten z przejazdu kolejowego w Pawonkowie (Śląskie). Gdy jedna z rogatek nie zamknęła się, dyżurna ruchu wyskoczyła z budki i biegła ile sił, by zdążyć przed nadjeżdżającym pociągiem.

- Kobieta zatrzymała się przed samochodami i stała tak, aż do przejazdu pociągu - mówił Mirek, który był świadkiem zdarzenia. Jacek Karniewski z zespołu prasowego PKP PLK podkreślił, że zachowanie dróżniczki było godne pochwały.

- Oczywiście, że należą jej się gratulacje i słowa uznania - komentował.

 

Pod prąd nie tylko na autostradzie, korytarz życia ucieczką z korka

 

Najpierw trzy auta, a kilkanaście metrów dalej, kolejne dwa. Reporter 24 był w szoku, gdy pod koniec sierpnia na A4 pod Opolem zauważył samochody jadące pod prąd. Jak mówił, w sumie pojazdów jadących w złym kierunku widział około 20. - To balansowanie na krawędzi tragedii - ocenił.

Brakiem wyobraźni wykazali się także kierowcy, którzy korytarz życia wykorzystali do ucieczki z korka. To również było na A4 w województwie opolskim.

Identyczna sytuacja miała miejsce na krajowej "1" w Grabowej na Śląsku. Tam kierowcy poszli na rekord. Bo choć na nagraniu przesłanym do naszej redakcji widać ponad 20 samochodów jadących pod prąd, Reporter 24 przyznaje, że widział ich dwa razy więcej.

Z kolei w Garbowie w Lubuskiem kierowcę jadącego pod prąd, i to nocą, mijał Waldemar Wilkołek z kabaretu Ani Mru Mru. - Przestraszyłem się. Najpierw byłem zdziwiony, dopiero później do mnie dotarło, co mogło się wydarzyć. Nikomu nie życzę, żeby się znalazł w takiej sytuacji, bo było naprawdę o włos od bardzo poważnej tragedii - mówił.

Poinformowaliście nas też o sześciu autach jadących w złym kierunku na S7 w okolicach Ostródy (Warmińsko-Mazurskie).

Nie zabrakło też 82-letniego Czecha - który, jak przypuszczają policjanci - nie wiedział nawet, że znalazł się w Polsce. Pod prąd A1 przejechał z pięć kilometrów. Zatrzymano go na wysokości Gliwic. Prawidłowo jadąca kobieta, aby uniknąć zderzenia, zjechała na bok i uderzyła w bariery energochłonne.

 

Nie mógł wyjść z morza. Na pomoc ruszyli plażowicze. "To była walka o życie"

Pod koniec lipca Reporter 24 był świadkiem dramatycznej walki jednego z plażowiczów. W Jarosławcu (Zachodniopomorskie) na niestrzeżonej plaży dwóch "śmiałków postanowiło wejść do morza, mimo wywieszonej czerwonej flagi.

Jeden z nich wydostał się z wody o własnych siłach. Drugi został. Gdy tylko podpłynął kawałek, prąd wsteczny go zawracał. - On walczył, żeby wrócić na plażę. Można powiedzieć, że to była walka o życie - mówił nam pan Tomasz. Mężczyznę udało się uratować.

O tym, jak bardzo niebezpieczna jest woda, a także lód, przekonywał pan Bartosz, płetwonurek. Do Kontaktu 24 przesłał zdjęcia wykonane spod lodowej pokrywy. Zrobił to, by dzięki naszej redakcji uświadomić ludziom, że chwila lekkomyślności może zakończyć się tragedią. - Nie wchodźcie na lód. Nie chcę wyciągać waszych dzieci - apelował.


Szczury biegały, ludzie brodzili, więźniów wciągano do helikoptera. Niepublikowane nagrania z "powodzi tysiąclecia"

Po mieście biegały szczury, między nimi przedzierali się ludzie, po pas w wodzie, z dziećmi na rękach. Inni pływali na pontonach, nie żadnych profesjonalnych, tylko takich, co się na wakacje dla śmiechu kupuje.

Wszędzie walały się worki z piaskiem. Więźniów po linie wciągano do śmigłowca. Tak zalany Wrocław zapamiętał Mirosław Zuzański. Takim go uwiecznił. Po 20 latach nagrania ujrzały światło dzienne. Otrzymaliśmy je na Kontakt 24.

"Powódź przyszła nagle, nikt się nie spodziewał czegoś takiego. Co najbardziej irytuje, to zwłaszcza w pierwszych dniach powodzi, zero pomocy z zewnątrz - nie widać ani wojska, ani policji, ani straży pożarnej. Staliśmy się na ponad dwa tygodnie Wenecją" – poinformował nas Maciej, syn Mirosława. To on znalazł w domowym archiwum kasety wideo z lipca 1997 roku.

Powódź, okrzyknięta "powodzią tysiąclecia" zalała jedną trzecią miasta. Uszkodziła prawie 44 km dróg i ponad 20 mostów. Zniszczyła ponad 2 tysiące mieszkań. Tylko we Wrocławiu zginęły 4 osoby.

 

"Pani poczeka, bo się łamie!". Ogromne drzewo spada tuż przed kobietą

Tysiące połamanych drzew, zniszczone samochody, budynki, ofiary śmiertelne – wichury, które w latem przeszły nad Polską wyrządziły wiele szkód.

Na Kontakt 24 otrzymaliśmy mnóstwo zdjęć i filmów. Wiele z nagrań było bardzo dramatycznych. Na jednym z nich widać łamiące się drzewo, które spada tuż przed starszą kobietą.

- Sytuacja była dość napięta. Starsza kobieta, szła powoli, drzewo na pewno było ciężkie, więc mogło jej zrobić krzywdę - mówił na antenie TVN24 Łukasz Skalski, autor nagrania.

Na kolejnym filmie widać drzewa padające jedno za drugim tuż przed maską auta, w którym byli uwięzieni ludzie. Przez cztery godziny Reporter 24 wspólnie ze swoją dziewczyną drżał o swoje życie. - To, co przeszliśmy i jak duże mamy szczęście, doszło do mnie dopiero, gdy mijaliśmy te wszystkie pocięte pnie - mówił pan Grzegorz.

Pogodowe nagrania otrzymywaliśmy od Was z zagranicy, m.in. z Niemiec. Reporter 24 uchwycił, jak z impetem drzewo spada na jedno z zaparkowanych aut.

 

"Baliśmy się o swoje życie", "wstrząsy wybudziły nas ze snu". Trzęsienia ziemi w Meksyku i na wyspie Kos

 

- Wstrząsy wybudziły nas ze snu. Baliśmy się o swoje życie - relacjonowała pani Zofia. To było w nocy z 21 na 22 lipca. Wyspę Kos nawiedziło trzęsienie ziemi.

Wszystkie osoby mieszkające w hotelu, również pani Zofia, wybiegły na zewnątrz, i tam założyły obozowiska. - Ludzie spali na zewnątrz, bo bali się trzęsienia – dodawał inny turysta, pan Piotr.

Według amerykańskiej służby geologicznej USGS trzęsienie miało magnitudę 6,7. Jego epicentrum znajdowało się między wyspą Kos na Morzu Egejskim a miastem Bodrum na wybrzeżu Turcji. Zniszczeniu uległo wiele budynków, co najmniej dwie osoby zginęły, a ponad 100 zostało rannych.

Z kolei 20 września informowaliśmy Was o silnym trzęsieniu ziemi w Meksyku - jego magnituda miała 7,1. Epicentrum znajdowało się 8 km na południowy wschód od Atencingo w stanie Puebla, nieco ponad 100 km na południe od stolicy kraju. Hipocentrum znajdowało się na głębokości 51 km. Zginęło ponad 300 osób. W wielu budynkach w mieście Meksyk i w okolicach wybuchły pożary.

- Byliśmy w drodze do miejscowości Puebla, kiedy poczuliśmy wstrząsy - opowiadał w rozmowie z nami pan Rafał.

 

Irma i Maria. Huragany na Florydzie, Kubie i Dominikanie

 

Irma była najpotężniejszą burzą w historii, która uformowała się na Atlantyku. Wiatr dochodził do 298 km/h.

Oprócz zniszczeń materialnych Irma przyczyniła się do śmierci co najmniej 84 osób. Ponad  połowa ofiar zginęła na Karaibach. Na Kontakt 24 otrzymywaliśmy zdjęcia i filmy od Polaków mieszkających bądź przebywających na Florydzie, w Miami i na Kubie.

- Trzeszczy wszystko. Brama garażowa, dach trzeszczy. Deszcz wali z ogromną siłą - tak w dniu przejścia huraganu mówił na antenie TVN24 Marcin Parobczy z Orlando. - Byłem bardziej optymistycznie nastawiony przed. Spotkała mnie bardzo nieprzyjemna niespodzianka. Jest gorzej niż się spodziewałem - mówił.

Siła jej "następczyni", Marii, budowała się w miarę zbliżania się do Małych Antyli. Śmiertelnie groźny huragan zdewastował Portoryko i doprowadził do śmierci dziesięciu osób. Maria przetoczyła się m.in. przez Gwadelupę, Dominikanę, St. Croix.

Czytajcie też:

"Znajdziemy się w samym oku huraganu". Relacje Polaków z Kuby

"Zaleca się pozostanie w pokojach". Huragan Maria nad Dominikaną

 

W wodzie, na lądzie, w Polsce i za granicą. Tak graliście z #WOSPwTVN24

To był rekordowy finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Zebrano 105 mln 570 tys. 801 zł i 49 groszy. - Ta kwota jest nieprawdopodobnie kosmiczna - stwierdził Jurek Owsiak.

Do akcji dołączyli także Reporterzy 24, którzy wspólnie z innymi wolontariuszami zbierali pieniądze na sprzęt przeznaczony dla oddziałów pediatrycznych, oraz na zapewnienie godnej opieki dla osób starszych. By okazać wsparcie dla tak szlachetnej inicjatywy kąpaliście się nawet w lodowatej wodzie. Z kolei Andrzej Lenard wykonał portret Jurka Owsiaka z serduszek-naklejek.

Stworzyliście przepiękną mapę orkiestrowych serc dzięki akcji #WOSPwTVN24, a także na bieżąco relacjonowaliście 25. Finał w Kontakcie 24.

Wydawanie zebranych w 25. Finale środków potrwa do połowy 2018 r., kiedy to Fundacja opublikuje ostateczny raport. Dopiero ten moment będzie stanowił zamknięcie akcji. A my zapraszamy Was na kolejny finał.

 

"Cześć! Lecę samolotem. Sam!". Niezwykła podróż Polaka

To miała być zwykła podróż powrotna samolotem z Rodos do Warszawy. Jednak, kiedy Mariusz wszedł na pokład maszyny, okazało się, że Boeingiem 737 leci sam.

- Obsługa poinformowała mnie, że gdyby nie ja, samolot odleciałby pusty - mówił nam Reporter 24. I dodawał, że swój wyjątkowo samotny, ale szczęśliwy, rejs postanowił nagrać. To na pamiątkę. Pochwalił się nią redakcji Kontaktu 24. A my pokazaliśmy Wam.

"Cześć! Jest 6 czerwca 2017. Lecę z Rodos do Warszawy Boeingiem 737. I nic by w tym nie było dziwnego, gdyby nie fakt, że lecę samolotem. Sam!" - mówi na filmie Mariusz. Potem odwraca kamerę i pokazuje puste miejsca. Następnie ponownie kieruje kamerę na siebie i mówi: "Sam! Jedyny! Jestem jedynym pasażerem!".

Opowiadaliśmy Wam też historię pana Tomasza, który mimo choroby, bierze z życia ile się da. Po przeszczepie wyruszył w podróż życia, a po powrocie... wyszedł z domu w poszukiwaniu kolejnej przygody. Cierpiący na stwardnienie rozsiane mężczyzna odwiedził już Gambię, Norwegię, Grecję, Austrię, Litwę i Łotwę. Ale to nie koniec. W ręku ma bilet na koniec świata.

 

"Proszę, przestań płakać". Tom Hanks próbuje uspokoić córkę Reportera 24

To kolejne niezwykłe nagranie, które otrzymaliśmy na Kontakt 24. Przysłano je do naszej redakcji prosto z Londynu. W jednej z tamtejszych księgarni Tom Hanks promował swoją książkę. Zoe, córka Reportera 24, trzy godziny czekała cierpliwie w kolejce, ale nie wytrzymała w trakcie spotkania i zaczęła płakać.

Do akcji wkroczył sam aktor, który krzyknął "przynieś mi to płaczące dziecko". Hanksowi nie udało się jednak uspokoić 2,5-latki. Ale jedno jest pewne, to spotkanie rodzina zapamięta na długo.

Oprócz niesamowitych wspomnień, rodzice wyszli z autografem w książce, a Zoe z napisem na piłce "Please, stop crying - Tom Hanks" (Proszę, przestań płakać - Tom Hanks - red.)"

To także naszej redakcji, swoim niezwykłym skokiem ze spadochronu, pochwalili się członkowie Aeroklubu w Gliwicach. Na początku sierpnia, dwa tysiące metrów nad ziemią, w pięciu wyskoczyli z jednego spadochronu. Przygotowania trwały trzy lata, ale dopiero sierpniowy skok zakończył się sukcesem.

- Jest to trudny skok pod względem technicznym, ryzyko jest większe i wymaga ono znacznej dyscypliny, aby wszystko się powiodło - powiedział nam Jan Isielenis, instruktor Aeroklubu w Gliwicach. Według jego wiedzy, skok nagrany przez Reportera 24 mógł być pierwszym takim w Polsce.

 

Pościgi za koniem i byczkami,"łoślizg", bocian na pasach, "miłosna schadzka" na S8

 

Rajd konia trwał kilkanaście minut
Rajd konia trwał kilkanaście minut Źródło: Wieruszowskie Sieci Światłowodowe

Na Kontakt 24 otrzymaliśmy także wiele zabawnych nagrań ze zwierzętami w roli głównej. Chociażby, jak to pokazujące konia, który ruszył przez miasto i po drodze spowodował kolizję. W pościg za nim ruszyli sami policjanci i strażacy. Rajd po centrum Wieruszowa (Łódzkie) trwał kilkanaście minut.

Były też trzy byczki, które postanowiły uciekać krajową "1" w Tychach (Śląskie). - Te byki, gdy podeszły do drogi, chyba się zorientowały, że są w innym miejscu, niż powinny być. Gdy podeszły do drogi, powoli zaczęły zawracać - mówili w rozmowie z nami policjanci.

To Wy poinformowaliście nas o "miłosnej schadzce" łosi na S8 w podwarszawskich Markach, a także o dzikich harcach w Dąbrowie Górniczej (Śląskie). Policjanci i strażacy śledzili dzika przez blisko dwa kilometry. Gdy ten poczuł się zmęczony, ostatecznie osiadł w piaskownicy na jednym z placów zabaw. Tam prawdopodobnie uciął sobie drzemkę. Obława służb zakończyła się fiaskiem, bo zwierzę im uciekło.

Obserwowaliście także alpaki zwiedzające stolicę; bociana, który w Glinojecku (Mazowieckie) nie bał się kierowców i przechodził przez pasy, a także łosia. Ten, by znaleźć się pod drugiej stronie drogi, wpadł w poślizg. - Zatrzymałem się na poboczu, aby ochłonąć. To samo zrobił jadący z naprzeciwka kierowca - relacjonował pan Grzegorz.

Nie zabrakło także dramatycznych chwil ze zwierzętami w roli głównej. Przed maską auta, którym jechał pan Mariusz, wyskoczył łoś. Było to na krajowej "79" przed Zabierzowem (Małopolskie). - Po jednej stronie był łoś, a po drugiej ciężarówka. Wszystko działo się kilka metrów przed zakrętem - mówił Reporter 24. Jak zaznaczał, w tamtym momencie "świat mu się zatrzymał".

A wrocławscy strażacy uratowali sarnę, która przestraszyła się ciężarówki i zdezorientowana próbowała uciekać. Biedna, utknęła między prętami ogrodzenia.

Otrzymaliśmy od Was mnóstwo niepowtarzalnych filmów, zdjęć i relacji. Dziękujemy za każde z nich i za to, że od tylu lat jesteście z nami! Życzymy Wam, abyście zawsze byli w centrum najważniejszych wydarzeń. Szczęśliwego Nowego Roku!



Autor: ank Źródło: Kontakt 24

Komentarze (0)

Właśnie pojawiły się nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
Pomoc | Zasady forum
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.