MATERIAŁ INTERNAUTY
Aktualizacja:

RESKO. Wszystkie służby postawiono na nogi! Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie

W niedzielę (11.06) w Resku zaalarmowano wszystkie służby ratownicze ..., do? No właśnie, jak się okazało do niczego.

 

Około godz. 18.50, na ul. Długiej w Resku kolejno zaczęły pojawiać się służby ratownicze. O pomoc poprosiła mieszkanka Reska, która zaniepokoiła się o los swojego dorosłego syna.  Syn przebywał w zamkniętym mieszkaniu i nie odpowiadał na wezwania. Na miejscu pojawiła się policja. Wezwano straż pożarną do pomocy przy otwarciu drzwi i ratownictwo medyczne na wszelki wypadek.

Niemal natychmiast na miejscu pojawił się zastęp straży pożarnej z OSP Resko ciężarowym pojazdem ratowniczo-gaśniczym, chwilę później dojechał kolejny duży pojazd ratowniczo-gaśniczy. Tym razem, aż z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Łobzie. W gotowości również czekał ambulans z Posterunku Ratownictwa Medycznego w Resku.

Wczorajsze zdarzenie potwierdza Arleta Szwacińska, rzecznik policji w Łobzie.

- Mieliśmy zgłoszenie od matki, która nie mogła się dostać do mieszkania w którym przebywał jej syn. Obawiała się, że mógł potrzebować pomocy, bo syn choruje. Jak się okazało, mężczyzna bardzo mocno spał i nie można było się go dobudzić. Nie potrzebował pomocy medycznej.

Cała akcja zgromadziła sporą rzeszę gapiów. Trudno się dziwić, skoro do otwarcia zwykłych drzwi wejściowych przyjeżdżają dwa wielkie wozy straży pożarnej. Przeciętny obserwator mógł się zaniepokoić i pomyśleć, że to co najmniej ewakuacja mieszkańców całego osiedla przy ul. Długiej w Resku.

Resko24.pl