MATERIAŁ INTERNAUTY
Aktualizacja:

O ataku na Leszka Millera w radiowej Posesji- Janusz P. próbował wtargnąć do studia

W trakcie rozmowy w radiowej Posesji do studia Naszego Radia próbował wtargnąć Janusz P. i przerwać dyskusję. W studiu Marta Kiermasz rozmawiała ze Zbigniewem Krasińskim o piątkowym ataku na Leszka Millera.

Janusz P. pojawił się chwilę po rozpoczęciu audycji. Przypomnijmy - mężczyzna jest pod nadzorem policji, a prokuratura postawiła mu zarzut w związku z atakiem na przewodniczącego SLD Leszka Millera. Uderzając w szybę w studiu Janusz P. domagał się wejścia do studia, gdy pracownicy radia próbowali go wyprowadzić na zewnątrz, wyrywał się i wbiegał do kolejnych pomieszczeń. Mężczyzna krzyczał m.in., że "jego głos jest najważniejszy" i powinien włączyć się w dyskusję.




Nie chciał wyjść, musiałyśmy się z nim szarpać - mówi Monika Waraczyńska, prezenterka Naszego Radia:

- Pan próbował siłą wejść do studia emisyjnego, w którym była prowadzona audycja na żywo i na informację, którą usłyszał, że takiej możliwości nie ma, po prostu sforsował drzwi, musiałyśmy stanąć mu na drodze. Nie patrzył na to, że ma do czynienia z kobietami, po prostu parł na przód.

Zaczął mówić, że to on powinien zabrać głos - dodaje Katarzyna Biniaszczyk z sekretariatu Naszego Radia:

- Zaczął mówić, że on musi tutaj wejść i powiedzieć to co on ma do powiedzenia, bo to co on ma do powiedzenia jest najważniejsze, a nie te głupoty, które inni będą tu opowiadać.

Sam Janusz P. na swoim profilu na Facebooku chwilę po zdarzeniu napisał (pisownia oryginalna):

Ksiąe Janusz I-szy Samowańczy...ma swój Wywiad i Kontrwywiad jak przystało na Niezależne Księstwo-choć...minipaństwowość!!! (...) Chciałem się...włączyć do ...dyskusji...!No cóż-nikt mnie nie zaprosił!)Wciąż o mnie-bezemnie!"

Na miejsce zostali wezwani policjanci, którzy Janusza P. ukarali mandatem w wysokości 100 zł za naruszenie porządku. Sam zainteresowany miał powiedzieć funkcjonariuszom, że... myślał, że też jest zaproszony do udziału w audycji, ale zepsuł mu się telefon i dlatego postanowił sam przyjść do radia.

Janusz P. decyzją prokuratury jest pod nadzorem policji. W poniedziałek przeszedł badania psychiatryczne - jest poczytalny. Niewykluczone, że w lutym stanie przed sądem za atak na Leszka Millera.

 

mksz