MATERIAŁ INTERNAUTY
Aktualizacja:

Minęły dwa lata od momentu, gdy zaczęło się to piekło. Dziś otwarcie mogę powiedzieć, że zostałam skrzywdzona i wmanewrowana w całą tę aferę z chorym dzieckiem w tle.

Minęły dwa lata od momentu, gdy zaczęło się to piekło. Dziś otwarcie mogę powiedzieć, że zostałam skrzywdzona i wmanewrowana w całą tę aferę z chorym dzieckiem w tle.

Kilkanaście miesięcy temu mieszkańcy Elbląga poznali historię Wojtusia na łamach Gazety On-Line. Pan S. z sercem opisał historię śmiertelnie chorego chłopca. Piękny gest z czystego serca. Poruszeni czytelnicy zaczęli się odzywać. Było dużo ludzi, którym los Wojtusia nie był obojętny. Darczyńcy przekazywali pieniądze na wskazane przez portal numery kont, walutą krajową i zagraniczną. W jednym z opublikowanych artykułów, pojawiła się również wiadomość następującej treści:

"Dorota P. - przyjaciel rodziny, dzięki niej do rodziców Wojtusia trafią pieniądze, chcący pomóc..."

To właśnie ta informacja wzbudziła we mnie zwątpienie i gest od serca wydał mi się nie do końca szczery. Upewniło mnie to, że obiecany koncert charytatywny, w którym miała wystąpić pani Kasia Kowalska, która wpłaciła pięć tysięcy złotych na rzecz Wojtusia, trzykrotnie zmienił termin, aż w końcu nie odbył się.

Pan S. zrzucił winę na głównego wykonawcę tego koncertu, który sam pokrywał większość kosztów i naprawdę chciał wystąpić charytatywnie. Na początku akcji wykonawca, który miał zagrać sam wpłacił znaczną sumę pieniędzy na rzecz Wojtusia. Po kilku rozmowach, w których uczestniczyłam razem z mamą chłopca, panią Małgorzatą Sekulską pojawiły się u mnie wątpliwości co do całej tej akcji. W trakcie rozmów pan S. kilkakrotnie odmówił przekazania pieniędzy na konto Wojtusia w fundacji, odmówił dwukrotnie dopłaty do leku ratującego życie (który kosztuje około 45 tysięcy złotych), odmówił także przekazania pieniędzy dla dziewczynki chorej na Niemanna Picka typu C.

Nawet łzy matki nie skłoniły go do przekazania pieniędzy do apteki, w której lek czekał na wykupienie. Mama Wojtusia prosiła o pokazanie stanu konta, na którym były gromadzone pieniądze na rzecz chłopca. Pan S. strasznie się zdenerwował i zmieszał. Zastanawiało mnie tylko jedno. Dlaczego pojawiło się tam moje nazwisko? Co będzie, gdy pieniądze nie trafią do rodziców chłopca? Stanę się współwinną? Nie! Nie mogłam sobie na to pozwolić. Nie mogłam czekać w tak wielkiej niepewności.

Mimo to, że za miesiąc lek Wojtka miał być refundowany nie zmniejszyło to mojej obawy. Pan S. obiecał publikację artykułu o Wojtusiu i jego chorobie i dotrzymał słowa. W artykule umieścił numery konta, które nie były kontami ani Wojtka, ani fundacji. Zrobił to bez zgody opiekunów prawnych małoletniego, ciężko chorego Wojtka. Pytany wielokrotnie o zgodę na zbiórkę publiczną twierdził, że zgodę taką posiada. Pan S. powiedział też, że posiada zgodę medialną. Cóż to takiego? Nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie.

23 lutego 2010 roku postanowiłam, złożyć wniosek w Komendzie Miejskiej Policji w Elblągu o domniemanym przestępstwie. W prasie pojawiły się pierwsze artykuły na ten temat. Nikt jednak nie podawał kto złożył powiadomienie. Żadnych nazwisk. Jakim cudem Pan S. zdobył moje dane osobowe? Jakim prawem Policja udostępnia takie informacje? Pan S. podpisał oświadczenie, że nie będzie publikował moich danych personalnych i mojego wizerunku, a następnie opublikował artykuł "Fundacja wmieszana w aferę" i zmienił teść wywiadu przeprowadzonego ze mną we wcześniejszym terminie, łamiąc zasady autoryzacji. W materiale tym podał moje dane i zamieścił moją fotografię. Tak jakby prawo dla niego nie istniało. Bez wahania umieścił informację mijające się z prawdą. Pod artykułem pojawiły się komentarze szkalujące mnie i naruszające moje dobra osobiste. Przypuszczam, że sam je spreparował. Większość z nich jest identyczna z tym, co dostałam na prywatną pocztę e-mail i komunikator gg.

Policja podając błędne informacje wywołała zamęt we wszystkich mediach. Złożyłam zawiadomienie o domniemanym przestępstwie, jako osoba prywatna, a nie jako pełnomocnik fundacji. Policja ujawniła moje dane personalne dla pana S. wydawcy Gazety On Line, co spowodowało publikację artykułu na mój temat. Pan wydawca dowiedział się, że osobą składającą doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na policji jest osoba, która przedstawiła się jako pełnomocnik fundacji i związana jest z Wojtusiem i jego rodziną. Jeszcze tego samego dnia na swoją pocztę e-mail otrzymałam wiadomość, w której pan S. groził mi, że mnie zniszczy. Straszył mnie, że pójdzie do mojego szefa i zniszczy mi życie, jak również straszył, że zrobi wszystko, by Wojtuś Sekulski stracił refundację leku ratującego życie. Nazwał mnie tępą, pseudowrażliwą na pomoc oszustką. Stwierdził, że zrobi wszystko bym była nikim i z niczym. Oskarżał mnie, że zbieram nielegalnie pieniądze, chodząc po domach i że ma na to kilkunastu świadków, co zresztą nie było prawdą.

Jego czyny zaczęły komplikować moje życie. Posiadałam pozwolenie na zbiórki publiczne z aktualną datą na wskazane punkty - dokument ten wystawiony przez MSWiA w Warszawie. Zbiórek publicznych nie przeprowadza się chodząc po domach. Wielu ludzi pomagało w akcji pomocy dla Wojtka Sekulskiego i również wielu ważnych ludzi starało się o refundację leku. Niestety pan S. co do zbiórek wyłącznie chełpi się, że to właśnie on pomógł Wojtusiowi i nikt inny. Darczyńcy z Elbląga właściwie są manipulowani, bo przecież pieniądze wpłacali ludzie z całej Polski. To pan S. swoim pisaniem na łamach Gazety On-Line, wmieszał Fundację Dzieciom "Zdążyć z Pomocą", aby zagmatwać całą tę sprawę i podważyć wiarygodność i rzetelność Fundacji?

Ze względu na zachowanie pana S. i obawę o swoje życie i bezpieczeństwo, postanowiłam powiadomić o tym prokuraturę. Złożyłam zawiadomienie o uzasadnionym popełnieniu przestępstwa przez pan S.

Jak długo mają cierpieć inni ludzie? Ilu ludzi pan S. jeszcze skrzywdzi? Może inni skrzywdzeni boją się powiedzieć dość? Cała ta spontaniczna akcja okazała się wielkim smrodem i nie była akcją od serca. Myślę, że wszystko było zaplanowane. Jak można wykorzystać umierające dziecko dla własnych korzyści i oszukać darczyńców? Swoim "spontanem" oczarował i oszukał darczyńców. Krzywdząc jedno dziecko, skrzywdził wszystkie inne chore bezbronne dzieci. Jeden człowiek zniszczył wiarygodność wszystkich chorych i potrzebujących pomocy dzieci. 22 marca 2010 roku jest dniem, który na długo zostanie w mojej pamięci. To właśnie tego dnia zostałam tak bardzo skrzywdzona przez pana S. Przestałam wychodzić z domu i zaczęłam się bać własnego cienia. Straciłam apetyt, a lęk i strach, który mnie ogarnął spowodował zaburzenia mojego snu. Noce stały się koszmarem.

Komentarze (0)

Właśnie pojawiły się nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
Pomoc | Zasady forum
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.