tvnpix
Dyżurny ruchu miał około 2,5 promila alkoholu w organizmie , Foto: TVN24 (zdjęcie ilustracyjne)

Dyżurny ruchu kolei miał 2,5 promila. Policję zawiadomił podróżny

- Pomyślałem, że zawiadomię policję dla własnego bezpieczeństwa - mówi pan Mariusz. Dzięki jego interwencji policja zatrzymała dyżurnego ruchu kolei, który miał w organizmie blisko 2,5 promila alkoholu. Informacje otrzymaliśmy na Kontakt 24.

Do zdarzenia doszło w środę około godziny 18.

- Wracałem do domu i na stacji kolejowej w Olsztynku zobaczyłem, że dzieje się coś dziwnego. Na jednym torze, na przeciwko siebie stały dwa pociągi - opowiada w rozmowie z Kontaktem 24 mężczyzna. - Czułem, że coś jest nie tak i postanowiłem zawiadomić policję. Sam kiedyś byłem konduktorem. Pomyślałem, że lepiej nie ryzykować i sprawdzić, czy mam dobre przeczucia - dopowiada.

Na miejscu pojawili się policjanci. - Gdy przyjechali, nie było już składów kolejowych, ale był za to dyżurny ruchu, którego stan wskazywał na upojenie alkoholem - informuje w oficjalnym komunikacie Komenda Miejska Policji w Olsztynie. - Funkcjonariusze przewieźli 58-letniego pracownika kolei do komisariatu, gdzie zbadali jego stan trzeźwości. Okazało się, że w organizmie miał blisko 2,5 promila alkoholu.

Odpowie przed sądem

Nietrzeźwy mężczyzna został zatrzymany w policyjnym areszcie. Teraz za pełnienie czynności związanych bezpośrednio z zapewnieniem bezpieczeństwa ruchu pojazdów mechanicznych znajdując się w stanie nietrzeźwości może grozić mu kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Konsekwencje wobec dyżurnego wyciągną też Polskie Linie Kolejowe S.A. - Złamanie przez dyżurnego obowiązującej dyscypliny oznacza natychmiastowe zwolnienie z pracy. Zdarzenie traktujemy stanowczo i z pełną odpowiedzialnością. Okoliczności zdarzenia wyjaśni postępowanie - skomentował w oficjalnym komunikacie rzecznik spółki Mirosław Siemieniec. Jak zapewnił, pracownicy na każdym szkoleniu i pouczeniu otrzymują informacje o negatywnym wpływie alkoholu, aby wyeliminować niewłaściwe zachowania.

- Policjanci już do mnie dzwonili z gratulacjami, że ich wezwałem. Najważniejsze, że nikomu nic się nie stało - komentuje całą sprawę pan Mariusz.

Autor: sc/aw