• ~viva la vita ~viva la vita

    choroba -błędy lekarzy - śmieć


    Historia  choroby Pani Elżbiety Rzepeckiej lat 54 od dnia 15.02.2012      

    Chcę opisać historię choroby mojej mamy, Elżbiety Rzepeckiej, która szukając pomocy wręcz we wszystkich placówkach służby zdrowia na teranie Świdnica, Dzierżoniów, Pieszyce -nie otrzymała jej nigdzie. Dopiero gdy zapadła w śpiączkę, postanowiono, niechętnie lecz postanowiono zainteresować się pacjentką.  Dziwie się, że w dzisiejszych czasach przy tak szerokiej profilaktyce medycznej, lekarze i inne osoby pracujące w służbie zdrowia nie były w stanie rozpoznać u mojej mamy choroby. Podczas pobytu w szpitalu co tydzień dowiadywaliśmy się innej diagnozy od migreny, obrzęku mózgu, zakrzepicy, udaru po ostatnią  jaką usłyszeliśmy, a były nią przerzuty nowotworowe. Dodam, że do dnia dzisiejszego nie wiemy na co mama zmarła.
    Od momentu pierwszych objawów, którymi były: bardzo silny i  narastający  ból głowy, problemy z koncentracją, problemy z mowa, niedowład ręki, zaburzenia w chodzeniu, wymioty ( książkowe objawy udaru mózgu)- do momentu śpiączki minęły 25 dni. Gdzie przez te 25 dni miała bez mala codzienny kontakt z lekarzami. Czyli lekarz pierwszego kontaktu, neurolog, szpital, neurolog, pogotowie i ponownie szpital. Chce również dodać, że chora nie była  w stanie poruszać się sama, wszędzie towarzyszył jej mój ojciec Stanisław Rzepecki. Ponadto rzeczą  istotną jest fakt, że mama jest stałą pacjentką  od 2 lat szpitala "Latawiec" w Świdnicy z powodu mastektomii piersi. Opisując poniżej przebieg choroby Elżbiety Rzepeckiej dzień po dniu,  nikt z lekarzy w szpitalu, nie zainteresował się historią wstecz, która mogłaby rzucić inne światło na stawianie bardzo dziwnych diagnoz, do których mogę powiedzieć z ręką na sercu nikt z neurologów nie był przekonany.
    Jestem tylko laikiem jeżeli chodzi o medycynę, ale okres 2 miesięcy i wiedza, którą posiadłam ze źródeł ogólnie dostępnych utwierdza mnie w przekonaniu, że grono lekarzy oddziału neurologicznego z pododdziałem udarowym w szpitalu "latawiec" w Świdnicy jest na pewno pozbawiona sumienia, współczucia ale to można wybaczyć. Faktu, że owo " fachowe grono" nie zna podstawowych objawów udaru, czyli bark podstawowej wiedzy jest nie do wybaczenia. Mama prze 2 lata godnie walczyła z nowotworem piersi włącznie z mastektomią piersi i walkę tą wygrała, ale walkę z niewiedzą, głupotą i zupełnym brakiem sumienia przegrała. Ból, który pozostał po stracie matki na pewno pomoże mi w walce o prawdziwą diagnozę oraz przyczynę śmierci, a także wyeliminowanie osób które przyczyniły się do rodzinnej tragedii. A jeżeli przeanalizujemy inne i podobne zasłyszane przypadki, to tych tragedii jest znacznie więcej.
    HISTORIA DZIEŃ PO DNIU:
    15.02- silny narastający ból głowy
    17.02- wizyta u lekarza pierwszego kontaktu, który przepisuje na receptę  lek przeciwbólowy (framadol) oraz stwierdza, że na ból głowy nie wystawia zwolnień lekarskich.                                                                      
    19.02- mama wraca do lekarza informując go, że ból jest nie do zniesienia oraz, że tabletki, które przepisał nie pomagają . Od lekarza dostaje skierowanie do neurologa. Zostaje zarejestrowana na dzień następny.
    20.02- wizyta u neurologa ( P. Jolanta Skrzypek Dzierżoniów) nie przynosi żadnego efektu, oraz ulgi. Lekarz po przeprowadzeniu wywiadu, w którym dowiedział się o dolegliwościach chorej, mianowicie: bardzo silny ból głowy, problemy z mową oraz koncentracja, niedowład prawej ręki, kieruje mamę na badanie TK kręgów szyjnych we Wrocławiu DOLMED. Termin tego badania to 29.02.2012.
    24.02. ponowna wizyta u neurologa i zgłoszenie pogarszającego się stanu ( lekarz neurolog Jolanta Skrzypek stwierdza, że dopiero po zapoznaniu się z wynikami badań kręgów szyjnych może cokolwiek powiedzieć)
    24-28.02 jest to okres oczekiwania na badanie kręgów szyjnych. Mama oczywiście przebywa w domu, ból jest koszmarny. Nie je, nie śpi, jest pobudzona i niespokojna. .
    28.02. czyli dzień przed terminem badania TK kręgów szyjnych, ból osiąga apogeum i tata zawozi mamę na pogotowie w  Świdnicy. Na miejscu dostaje kolejny śmieszny lek przeciwbólowy oraz odmowę przyjęcia do szpitala, ponieważ ma lekarza prowadzącego, który powinien wystawić skierowanie, a lekarz pogotowia informuje tatę, że szpital to nie przychodnia. Jadą więc do neurologa po skierowanie (chciałam dodać, że jest rok 2012 czyli XXI wiek i takie urządzenia jak telefony stacjonarne, telefony komórkowe oraz komputery są na porządku dziennym, a przypadki ratujące życie nie wymagają skierowań) ponieważ nikt nie zaproponował, aby uzgodnić tą decyzje telefonicznie, no ale cóż, tak bywa. Tata wraca wraz z prawie nieprzytomną mamą do neurologa P. Jolanty Skrzypek po skierowanie. Dodam że neurolog prowadzący znajduje się w innej miejscowości oddalonej o 18 km. (Dzierżoniów) Lekarz takie skierowanie wystawia i dnia 28.02.2012  mama zostaje przyjęta do szpitala w Świdnicy.
    28.02-01.03 przebywa w szpitalu (lekarz kierujący Hanna Marczyńska, lekarz prowadzący Marcin Męczywór oraz lekarz Adriana Wąsowicz-Piotrowska), gdzie zostaje poddana badaniom, które  w tym czasie nie są nam znane, ponieważ nikt nie chciał nam udzielić żadnej informacji. Przez te wszystkie dni tata usiłuje się dowiedzieć co dolega jego żonie, co to jest za choroba i dlaczego żona tak źle wygląda. Odpowiedź jaką uzyskuje to ;(cyt)"jak pan dostanie wypis to tam będzie wszystko napisane...". Dodam, że podczas pobytu w szpitalu mama otrzymywała następujące leki:  natrium chloratum0,9%, xanax, pyralgin, ketonal forte, amitriptylinum, zomiren, gdzie mama jest wrzodowcem i lek ketonal forte jest zabroniony wrzodowcom i na pewno nie miała depresji. Lekarze tłumaczą się, że nic nie wiedzieli o chorobie, dodam iż mama jest ich stałą  pacjentką i jej dane posiadają w kartotece. W tych dniach nikt z obecnych lekarzy nie potrafił podać diagnozy.
    01.03- mama zostaje wypisana ze szpitala. W dalszym ciągu nikt nie przeprowadza rozmowy z ojcem na temat diagnozy oraz obecnego stanu zdrowia pacjentki. Brak wypisu. Wypis do odebrania jest dopiero dnia 5.03.2012, a lekarstwa zapisane to:  ketonal forte, amitriptylinum, zomiren. Mama zostaje wypisana ze szpitala w stanie dużo gorszym, niż została przyjęta, mianowicie:w dalszym ciągu silny nieustający ból głowy, większe problemy z mową, całkowity brak koncentracji, niedokładne kojarzenie osób, (przed pójściem do szpitala mama  wszystkich rozpoznawała), większe problemy z poruszaniem się, oraz większy niedowład ręki. Gdy tato zwraca na to uwagę przy wypisywaniu mamy ze szpitala, zostaje zignorowany.  Po powrocie  do domu  z godziny na godzinę stan zdrowia mamy się pogarsza, zupełna nieświadomość miejsca i czasu. Tata przypuszcza, że lekarstwa podawane w szpitalu przestają działać. Zostawia więc mamę  z  osobą z  rodziny (wujek) i jedzie niezwłocznie wykupić przepisane leki. Na miejscu w aptece dowiaduje się, że recepta jest błędnie wypisana i  farmaceuta odmawia wydania leków. Udaje się do lekarza po korektę recepty, który jest jednocześnie zdziwiony tak rażącym błędem poprzedniego neurologa. Po wyeliminowaniu lekarskiego błędu, oraz straconym bez sensu czasie wykupuje leki. Lekarstwa te to xanax, amitriptylinum, zomiren. Po przyjęciu leków mama jest zupełnie pozbawiona kontaktu z otoczeniem . Lęk taty o zdrowie żony rośnie.     .
    03.03-  postanawia wezwać pogotowie (pogotowie w Dzierżoniowie) .Lekarz z pogotowia po zbadaniu chorej stwierdza, że lek KETONAL FORTE przepisany w szpitalu nie powinien być przez chorą w ogóle przyjmowany, gdyż ma wrzody żołądka. Robi jej zastrzyk przeciwbólowy, oraz stwierdza, że nie ma żadnych podstaw, aby zabrać chorą do szpitala. Odsyłając mamę do lekarza pierwszego kontaktu w Pieszycach. W tym samy dniu jadą do wskazanego lekarza, który przepisuje silniejsze leki przeciwbólowe nie wnikając dlaczego stan jej jest tak ciężki.                                                                                                
    05.03- ponowna wizyta u neurologa  P. Jolanta Skrzypek, świadomość mamy jest już zupełnie ograniczona, jedyna informacja- zresztą trudna do zrozumienia jest to, że bardzo boli ją głowa. Lekarz twierdzi, że dopiero po zobaczeniu badań kręgów szyjnych oraz wypisu ze szpitala pozwolą podjąć dalsze kroki. Sugeruje aby ponownie jechać do szpitala i poprosić o ponowne badanie. Po przybyciu do szpitala odmówiono przyjęcia chorej, gdyż nie posiadała skierowania od neurologa. Stwierdzając jednocześnie, że oni już zrobili co było możliwe i wszystko jest opisane w wypisie oraz są zalecone leki i po raz kolejny zostaje zignorowany.            
    06.03 ponowna wizyta u neurologa. Rodzice już mają we własnym posiadaniu dokument, a mianowicie długo oczekiwany wypis ze szpitala. Neurolog po zbadaniu mamy (dodam, że badanie polegało na poruszaniu rąk i nóg) oraz przeczytaniu wypisu ze szpitala, twierdzi uparcie w dalszym ciągu, że tylko badanie kręgów szyjnych pozwoli na postawienie właściwej
    diagnozy. Pragnę dodać, że stan mojej mamy jest już katastrofalny, a tato po raz kolejny rejestruje mamę na TK kręgów szyjnych, ponieważ stary termin przepadł. Nowy termin to 09.03.2012.
    08.03 kolejna wizyta u pani neurolog, tata błaga o pomoc dla żony, gdyż ból jest nie do zniesienia. Pani  doktor przepisuje następne tabletki przeciwbólowe SIRDALUD,
    09.03 rodzice udają się do Wrocławia ( 62 km) do DOLMEDU na badania kręgów szyjnych, zwracam uwagę, że mama już nie ma kontaktu ze światem...
    po powrocie do domu mama bierze zalecony sirdalud i kładzie się spać. Mama po tabletkach jest wyciszona i śpi .......śpi.......śpi. Tata jest trochę spokojniejszy, że stan mamy się może stabilizuje, ponieważ ostatnie dni były piekłem . Cieszy się, że mama wreszcie nie wije się z bólu i odpoczywa, czyli śpi. Nie przypuszcza jednak, że mama właśnie wchodzi w stan śpiączki. Lecz postanawia obudzić mamę zaniepokojony jej długim, nieprzerwanym snem (mama  wstawała  tylko za potrzebą fizjologiczną, oczywiście przy pomocy taty, oraz przyjmowała szczątkowe ilości płynów).
    10.03 niestety tata nie może dobudzić  już  mamy i dzwoni na pogotowie (w Świdnicy). Na pogotowiu twierdzą, że po "tych" tabletkach mama może sobie tak spać nawet 3 dni, twierdząc jednocześnie, że i tak by nie przyjechali, że powinni zadzwonić na pogotowie w Dzierżoniowie.    
    10-11.03 tata w nocy z 10 na 11 zaniepokojony już bardzo dzwoni na pogotowie w Dzierżoniowie, podaje przyczyny jego telefonu i prośbę o przyjazd, dostając odpowiedź, że jeżeli chora ma stały oddech to niech sobie śpi, a jeżeli by się coś działo to ma ponownie zadzwonić.
    11.03 rano ojciec zamawia wizytę domową lekarza pierwszego kontaktu i z płaczem, błaganiem w głosie prosi aby żonie pomógł, ponieważ już traci siły. Lekarz po zbadaniu chorej i szybkim wywiadzie natychmiast wzywa karetkę z diagnozą: śpiączka, zakrzepica, udar mózgu. Pierwszy raz dowiedzieliśmy się co mamie dolega, usłyszeliśmy diagnozę. Lecz to nie koniec koszmaru. Karetka przyjeżdża natychmiast do pacjenta nieprzytomnego, nie z noszami, tylko z krzesełkiem. Na krzesełku sanitariusz przenosi mamę do karetki wraz z pomocą taty i wujka. Tam zostaje położona na nosze, po czym przez nieuwagę obsługi spada bezwładnie z noszy( około 1 m) i uderza się bardzo mocno w głowę (powstają mocne sine  stłuczenia oraz  rozległy krwiak utrzymujący się przez prawie miesiąc).
    11.03 mama zostaje przyjęta do szpitala w Świdnicy. Na izbie przyjęć po zgłoszeniu ojca upadku w karetce, lekarz przyjmujący mamę stwierdza, że to nie ma żadnego znaczenia na obecny stan zdrowia ( domniemam, że fakt ten lekarze chcą ukryć) Tata zostaje poinformowany, że mama ma obrzęk mózgu i na pytanie skąd to się wzięło dostaje odpowiedź, że dopiero po rezonansie mózgu będą w stanie wydać diagnozę. Do ostatnich dni życia mamy rezonans magnetyczny nie został wykonany (a jest to podstawowe badanie w pierwszych godzinach przy tym schorzeniu).  Lekarze twierdzą, że  była zawożona trzykrotnie  do Wałbrzycha na badanie tomografem komputerowym, lecz jak twierdzą: pacjentka była niespokojna i z powyższego powodu nie można było przeprowadzić badania. Ponadto zostaliśmy  poinformowani, że szpital w Świdnicy nie posiada anestezjologa, który mógłby uśpić mamę do tegoż to badania. Chciałabym zobaczyć dokumentację, która by mnie utwierdziła w przekonaniu, że mama podchodziła 3 razy do tego badania. Od pierwszego dnia do ostatniego, czyli dnia śmierci diagnozy stawiane przez lekarzy to:
    - pierwsze 3 dni ( 28.02-01.03) to diagnoza - migrenowe bóle głowy
    - kolejne przyjęcie do szpitala ( 11.03 ) to diagnoza obrzęk mózgu
    - po pierwszym tygodniu pobytu słyszymy, że to zakrzepica żylna
    - po 2 tygodniu że to udar mózgu
    - po 3 tygodniu że to przerzuty
    - kolejna i ostatnia diagnoza to dzień 17.04.2012 godzina 8.14 rano ojciec mój zostaje poinformowany telefonicznie, że żona miała atak ( do dnia dzisiejszego nie dowiedzieliśmy się  jaki to był atak i jego przyczynę)i po nieudanej reanimacji pacjentka zmarła.
    Od pierwszego dnia pobytu mamy w szpitalu, niechętnie z nami rozmawiano, a także niechętnie informowano nas o jakichkolwiek objawach, zmianach w chorobie. Jedyną informacją jaką słyszeliśmy to "stan stabilny pacjentki".
    Dnia 2.04.2012 wysłałam pismo do dyrektora szpitala w którym zadaję kilkanaście podstawowych pytań, które mnie nurtują, a mianowicie:
    1.Dlaczego gdy w dniu 28.02.2012 r. o godzinie mniej więcej 10 rano, tato przyjeżdża z mamą na pogotowie z objawami udaru mózgu ( nasilający ból głowy, niedowład ręki, problemy z koncentracją oraz koordynacją, wymioty) odsyłacie rodziców mówiąc iż "pogotowie to nie jest przychodnia" i lekarz twierdzi, że tylko ze skierowaniem mogą ją przyjąć do szpitala. Dlaczego się odsyła z pogotowia kobietę, która nie jest w stanie wytrzymać bólu głowy i nie jest w stanie sama chodzić, myśleć i mówić?
    2. Dlaczego tata nie może uzyskać od nikogo odpowiedzi na pytanie co mamie dolega natomiast zostaje zbyty odpowiedzią iż wszystko będzie na wypisie ze szpitala?
    3. Dlaczego w dniu wypisu mamy ze szpitala  tata stwierdza jej gorszy stan zostaje zignorowany?
    4. Dlaczego zostają jej przepisane lekarstwa, które w ogóle nie powinny być podawane( mama ma wrzody na żołądku) dodam,  że mama w waszym szpitalu była leczona na raka piersi i jest dalej prowadzona, czyli historię wszystkich chorób szpital posiada, tata również informował o tym lekarzy.
    5. Dlaczego mama zostaje wypisana ze szpitala z udarem mózgu?
    6. Jaka jest diagnoza przy wypisie mamy ze szpitala?
    7. Dlaczego osobie z wrzodami zostaje podawany w szpitalu oraz wypisany KETONAL FORTE?
    8. Na jakiej podstawie dostaje przy wypisie tabletki psychotropowe? Podkreślam, że mama nie trafiła do szpitala z depresją!
    9. Dlaczego tata dostaje wypis dopiero 05.03.2012 r. z datą wydania 01.03.2012 r.? Gdzie wypis ten ma bardzo ważny wpływ na dalsze leczenie mamy!
    10. Dlaczego dnia 05.03.2012 gdy tato przybył po wypis, by w końcu się dowiedzieć co mamie dolega i prosi panią ordynator o ponowne zbadanie żony zostaje przez nią zignorowany stwierdzeniem " że żonie nic nie jest, ale jak będzie nowe skierowanie to ponownie ją zbadają"? Zaznaczam, że mama przyjechała półprzytomna i nieświadoma co się wokół niej dzieje, nie była w stanie mówić i chodzić.
    11. Dlaczego w dniu 11.03 2012 przy przyjęciu nieprzytomnej mamy, po zgłoszeniu taty o bardzo silnym potłuczeniu
    głowy na skutek upadku w karetce, lekarz stwierdza, że nie ma to jakiegokolwiek wpływu na jej stan zdrowia?
    12. Dlaczego tata nie dostaje informacji jaka jest przyczyna obrzęku mózgu prze 9 dni pobytu mamy w szpitalu?
    13. Dlaczego w momencie gdy lekarz twierdzi,że dopiero po rezonansie mózgu wydadzą diagnozę ten rezonans nie jest wykonany? Dodam,że do dnia dzisiejszego nie był wykonany.
    14. Dlaczego jeśli wasz szpital nie jest w stanie wykonać tego badania, mama nie zostaje przekazana do szpitala, gdzie to badanie mogło być wykonane?
    15. Od kiedy mama zostaje prawidłowo leczona na udar mózgu?
    16. Dlaczego do dnia dzisiejszego tata nie jest szczegółowo informowany o stanie zdrowia mamy i jest zbywany informacją " stan stabilny"?
    17. Dlaczego po tym wszystkim co tata przeszedł szpital nie przydzielił mu psychologa?

    W wyniku mojej pisemnej interwencji nastąpiły niewielkie zmiany. W piśmie do dyrektora poprosiłam o zwołanie niezależnego konsylium lekarskiego, gdyż jak zapytał pan dyrektor czy ja podważam diagnozy opinie i kompetencje lekarzy, moja odpowiedź była twierdząca. Nie miałam najmniejszych podstaw aby komukolwiek zaufać. Moje przeczucia niestety potwierdziły się. Dnia 12.04 zebrało się konsylium ( bardzo długo oczekiwane - 10 dni) stan mojej mamy się nie poprawił, natomiast w dość znacznym stopniu poprawiła się opieka oraz zainteresowanie pacjentem, a skorzystali na tym wszyscy chorzy znajdujący się na tym oddziale. Opinia konsylium do dnia dzisiejszego nie została nam przedstawiona na piśmie, jedynie poinformowano nas ustnie, że mogą być to przerzuty w ramach wcześniejszego nowotworu piersi, przerzuty na wątrobę, nadnercza oraz prawdopodobnie płuc. Podsumowując opinie i wyniki konsylium nasuwa się pytanie: "czy zostało podjęte leczenie onkologiczne?"
    Czytając, któryś raz z kolei tą historię, a jednocześnie będąc świadkiem tych wszystkich wydarzeń nie mogę uwierzyć w bezmyślność lekarzy mających kontakt z moją mamą. Gdzie tutaj mam się doszukać dumnie brzmiącego hasła przy wejściu do szpitala ?
    " Chcemy być zespołem ludzi
    zawsze gotowych służyć fachową opieką
    Tobie i Twoim bliskim. Bezpiecznie i w dobrej atmosferze
    dążymy do osiągnięcia najważniejszego celu,
    jakim jest Twoje zdrowie.Chcemy być dumni z przynależności do zespołu,
    który tworzy dla Ciebie najwyższą jakość usług medycznych"

    Najdokładniej jak mogłam opisałam "pomoc" choremu, który naprawdę potrzebował  we wszystkich tych dniach dobrej, spokojnej, fachowej oraz specjalistycznej porady i oczywiście opieki. Podkreślam, że chora spełnia wszelkie formalności ubezpieczeniowe. Moja mama względem służby zdrowia spełniła wszystkie wymagania, lecz wszystkie ośrodki pomocy  medycznej służby zdrowia, gdzie była i wręcz błagała  o pomoc nie spełniły żadnych, a wręcz naraziły ją na trwały uszczerbek na zdrowiu oraz  w efekcie końcowym na śmierć. Jestem zrozpaczona i oburzona podejściem wszystkich osób, które miały z moja mamą do czynienia przez te wszystkie dni, uważam, że trzeba nie mieć sumienia, oraz odpowiedniej wiedzy, by narazić ludzi na takie cierpienia. Jednocześnie jestem zaniepokojona stanem polskiej służby zdrowia, a w szczególności  SP ZOZ w Świdnicy Regionalny Szpital Specjalistyczny "LATAWIEC" , oddział neurologiczny, oraz jakością wykształcenia lekarzy na wspomnianym oddziale, na którym przebywała  moja mama. Przecież mamy XXI wiek...!!!

    Godne uwagi są również pytania postawione przez tatę do  Pogotowia Ratunkowego Cicha 1 Dzierżoniów a mianowicie:
    1. Dlaczego gdy dnia 03.03.2012 r. po telefonie i  wezwaniu pogotowia ratunkowego Dzierżoniów, ul. Cicha 1 do chorej żony, jedyną pomocą jaką oferowaliście  po przybyciu kobiecie z objawami udaru mózgu, czyli bardzo duży postępujący ból głowy, afazja, brak koncentracji, paraliż jednej ręki oraz połowy twarzy, było wykonanie zastrzyku przeciwbólowego?
    2. Czy osoby znajdujące się wtedy na dyżurze nie znają podstawowych objawów udaru mózgu, oraz nie wiedzą, że w takim stanie przewozi się niezwłocznie pacjenta do szpitala?
    3. Dlaczego około godz. 4 rano dn. 11.03.2012 gdy dzwoniłem na pogotowie i prosiłem o przyjechanie oraz pomoc, odmówiono mi? Dodam, że żona była już wtedy w śpiączce oraz, że  informowałem telefonicznie, iż nie mogę dobudzić żony! Udzielono mi "fachowej" rady, że chory po "tych" tabletkach ( xanax, zomiren, amitriptylinum ) może spać nawet do 3 dni   ( bardzo dziwne! )
    4. Dlaczego karetka ( wezwana przez lekarza pierwszego kontaktu )  nie podjeżdża pod sam dom, czy naprawdę powód pobrudzenia opon błotem, jest ważniejszy od zdrowia i życia mojej żony?
    5. Dlaczego obsługa karetki, która przyjeżdża do nieprzytomnej kobiety nie przenosi chorej na noszach, tylko na fotelu ( nie znam fachowej nazwy)?
    6. Dlaczego obsługa karetki, która przyjechała nie była w stanie zabrać chorej bez pomocy osób trzecich? ( dodam iż gdyby nie było mnie i mojego szwagra byłoby to niemożliwe ) 2 pracowników waszej karetki, gdzie jedna z nich to kobieta, nie byłyby w stanie przenieść jej 400 m. z domu do ambulansu.
    7. Dlaczego żona spada w karetce z noszy?
    W wyniku tego upadku doznaje rozległego i widocznego urazu głowy ( obszerny krwiak), uraz ten utrzymuje się do dnia dzisiejszego. Myślę, że upadek ten spowodował pogorszenie się i tak już fatalnego stanu zdrowia mojej żony.
    8. Dlaczego żądając od Państwa wyjaśnień w sprawie wspomnianego wyżej  wypadku jestem ignorowany i zbywany?
    9. Czy zdarzenie to oraz związany z nim uraz został odnotowany przez waszych pracowników?
    10. Czy zostaną poniesione konsekwencje  za błędy, które miały miejsce?
    Celem i zadaniem pogotowia ratunkowego jest ratowanie zdrowia i życia chorego, czyli udzielanie pierwszej pomocy, ale nic bardziej mylnego jeśli chodzi o placówkę w Dzierżoniowie, co potwierdza historia korzystania z tych usług przez już nieżyjącą moją  mamę.
    Pisząc tą historię ufam, że ja i moja rodzina dowiemy się na co chora była moja mama, dlaczego zmarła, a ponadto rzecz najważniejsza, że wszystkie osoby które służyły "pomocą" poniosą odpowiednie konsekwencje.
    Z wyrazami szacunku
    Sylwia Rzepecka

Dodaj komentarz

Komentarze (4)

  • Spóźniony ~Spóźniony
    zgłoś naruszenie odpowiedz Dodane: 11.07.2013 19:40

    Pani Sylwiu,

    bardzo Pani współczuję a jednocześnie dziękuję za szczery opis zaistniałych wydarzeń. Uważam, że warto walczyć i nie dać się masowemu przekonaniu, że skoro małe miasteczko, to niekompetentny personel jest normą.
    Wszystko zależy od człowieka.

    Pozdrawiam i życzę pomocnych ludzi na Pani drodze ;-)

  • Miastowi ~Miastowi
    zgłoś naruszenie odpowiedz Dodane: 12.10.2012 20:59

    Jakie miasteczko taki szpital.

  • obserwator ~obserwator
    zgłoś naruszenie odpowiedz Dodane: 28.04.2012 15:59

    Ja zawsze do leczenia wybieram Wałbrzych lub Wrocław, bo nie ma co ukrywać szpital "Latawiec" w Świdnicy to ma same afery zarządzaniu i wysoki stopień jest umieralność i popełnionych błędów .

  • Klo ~Klo
    zgłoś naruszenie odpowiedz Dodane: 27.04.2012 20:58

    Do Pani Sylwii Rzepeckiej. Proszę pani jak pani widzi, nie jest pani jedną osobą która ma problemy ze Szpitalem latawiec w Świdnicy, były też inne przypadki opisywane w mediach lokalnych na temat Szpitala Latawiec na TVN już druga osoba opisuje szpital, tak że proszę następnym razem korzystać z innych placówek poza Świdnicą.